Sen
Chodzę po labiryncie marzeń
patrzę na tysiące nieruchomych cieni
Widzę ich kształt:
ręce złożone do modlitwy o przyszłość
i nadzieję podniesionych do góry głów
Usta, które chciałyby mówić tak będzie
ale wiedzą, że szaleństwem byłoby
coś więcej niż chciałbym
Warszawa, czerwiec 1987
