Popołudnie
nasza księżniczka
właśnie nudzi się
przemyka między zielonymi klombami
czasem
dotknie liści wokół kryształowej
kolumny
powie kilka słów
na wielkim fotelu ze skór
zapomnianych dzikich zwierząt
przeciąga się niczym
drapieżny kot
a drogą idzie orkiestra
podnosi głowę
głębokim oddechem wciąga do serca
znajome tony
bije już w takt
rytm
każdy dźwięk
osadza mocno
kamienie wieży pragnienia
i wymyka się
narzucając pelerynę
w ślad za orkiestrą
prosto
drogą wśród drzew
na irlandzki bal
Warszawa, listopad 1988
