Niewinna na irlandzkim balu
porywa ją
nie patrząc nawet
i gdy podnosi wzrok
widzi wpierw wokół siebie
zdziwienie; twarze obrócone
na jego partnerkę w tańcu
ale nie mówi nic
i tylko mocniej ściska w dłoniach
gdy ściany wirują wokół nich
pochyla się by pocałować
bo to jest nasz irlandzki bal
i kto przychodzi, stawia wszystko
bo właśnie trwa irlandzki bal
i on, spóźniony, jest tutaj
to dziwne - prawda
ona - niewinna na irlandzkim balu
ma więc choć jeden powód
by zatańczyć z nią jeszcze raz
Warszawa, październik 1988
