Spór o brzasku

Usłyszałem dwóch rozprawiających
pod bramą domu z ogrodem
zatrzymałem się słysząc
coś na kształt sporu

Jest jak dzień o poranku, mówił jeden
tak czysta, chłodna, piękna
aż burzy krew w tobie
ona jest... jest po prostu...

Ależ nie, przyjacielu - przerwał drugi
ona jest odległa i tajemnicza
jak gwiazdy na niebie
piękna jak cały ich układ
naszyjnik uczyniłbym z tysiąca nocnych błysków
by rzucić jej do stóp za jeden pocałunek
jest piękna jak noc, mówię ci

Powiedziałem im: nie kłóćcie się
bo już brzask nadchodzi
noc się kończy jednemu, dzień drugiemu wstaje

Nie kłóćcie się: miał już jeden
co drugiemu będzie dane
gdy promienie słońca padną na jej dom

Warszawa, listopad 1989